| Reporter i reporterka - Tadeusz Nyczek "Przekrój" |
|
|
| 20.01.2008. | |
|
Ona – Hanna
Krall. On – Ryszard Kapuściński. Już to powinno wystarczyć, by sięgnąć po
książki rozmów z nimi.
Hanna Krall, która nie wierzy w przypadki, powiedziałaby, że los tak chciał. Prawie tego samego dnia ukazały się dwie książki, których specyficzne podobieństwo jest uderzające, choć poza tym różnią się od siebie jak dwa drzewa w parku. Obie zostały misternie sklejone z dziesiątków wywiadów i wypowiedzi obojga pisarzy-dziennikarzy. Tyle że w „Rwącym nurcie historii” Kapuścińskiego punkt widzenia zdaje się umieszczony na orbitalnej stacji kosmicznej, skąd widać nasz glob od bieguna do bieguna. W „Reporterce” Krall widać stolik, dwa krzesła, kawę i dymek z papierosa snujący się między dwójką rozmawiających ludzi. A przecież tej dwójce reporterów znacznie bliżej do siebie, niż to z powyższego wynika. Każdy, kto zna „Cesarza”, pamięta siłę tkwiącą w wielkich przybliżeniach, kiedy szczegóły rosną w metaforę powiększającą opowieść do wymiarów globalnych. Taka sama jest metoda Hanny Krall. Tu w ogóle wszystko składa się z przybliżeń. Dziennikarka opowiada w „Reporterce”, że nie jest w stanie niczego napisać, jeśli nie wie, jakiego koloru był fotel albo w jaki sposób w jaki sposób torebka stała na stole. Mozaika ułożona z takich drobiazgów staje się nie mniejszą metaforą niż tamte Kapuścińskiego. „Rwący nurt historii”, ułożony z fragmentów wywiadów przeprowadzonych z Kapuścińskim przez dziennikarzy z różnych krajów, widzę obok „Lapidariów”, „Podróży z Herodotem”, „Autoportretu reportera”. Wszystkie należą do osobnego nurtu w twórczości R.K., bardziej refleksyjnego niż anegdotycznego. Tajemnicą tej książki sklejanki, podobnie jak tajemnicą samego jej autora, pozostaje fenomen aktualności właściwie wszystkich tez i myśli wygłaszanych skądinąd nie tylko w różnych latach, ale i pośród „rwącego nurtu historii”. Przyznaję, z obawą zabierałem się do tej lektury. Składanki – wiedzą to melomani – zwykle są sztuczne i zdaje się, że powstały głównie z komercyjnych względów. Z „Rwącym nurtem historii” jest inaczej. To po prostu nowa książka Kapuścińskiego. I bodaj ostatnia– obok „Lapidarium VI”. Trzeba więc traktować ją jak najpoważniej. Krall przyznała kiedyś, że w żadnej ze swoich książek nie występuje w pierwszej osobie. Ważni są tylko ludzie, o których pisze. „Mam kompleks, że oni żyją naprawdę, a moje życie, polegające na opisywaniu ich prawdziwego życia, jest na niby” – powiedziała Krzysztofowi Kieślowskiemu. Niby proste. Co jednak robi Hanna Krall, gdy żyje na niby? Wysłuchuje ludzi, potem godzinami, dniami i miesiącami spisuje na osobnych kartkach tamte historie, po czym doprowadza je do takiej perfekcji, że zaczynają żyć życiem nieporównanie trwalszym niż świat, którego dotyczą. Prywatne odpowiedzi, jakich udziela swoim licznym rozmówcom w „Reporterce”, przypominają jej własne teksty literackie. Są równie oszczędne, jasne i trafne. Czasem osiągają zwięzłość myśli Stanisława Jerzego Leca. Być może cała literatura jest na niby. Ale w czym lepiej mogą się przechować nasze marne, prawdziwe prochy, jeśli nie w tych czarnych znaczkach na niby?
- Tekst Tadeusza
Nyczka ukazał się w Przekroju, 17 maja 07 roku. |
|
| Zmieniony ( 31.01.2008. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|




